Strona:PL Dumas - Sprawa Clemenceau T1-3.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


no dużą szklankę ocukrzonej wody i rozchodzono się do domów.
Pani Lespéron była właśnie posiadaczką jednego z tych sławnych salonów. Była mocno przekonaną, że walczy o lepsze ze świątnicą, w której autor Rènêgo, z czołem nachmurzonem, spojrzeniem wieszczem, z laurowym wieńcem na skroni, i Pamiętnikami w ręku, otoczony dymem kadzideł, które u nóg jego paliła jaka niedobrowolna westalka, z pewną niecierpliwością oczekiwał, rychło świat się zawali, by w gruzach jego znaleść grób godny siebie.
Pani Lespéron przyjmowana była u p, Ritz’a; ten nawzajem bywał u niej raz do roku. Spożywał elegią, połykał szklankę ocukrzonej wody, i wracał do domu, śmiejąc się z tego uczciwego i śmiesznego światka. Jednakże p. Lespéron, głowa wydziału w jakiemś ministeryum, najpoczciwszy człowiek pod słońcem, uprosił żonę aby przynajmniej nie pod własnem nazwiskiem ogłaszała swoje Skargi i Nadzieje. P. Lesperon należał raczej do szkoły Desangiersa niż do szkoły Byrona. Lubił dobre jedzenie, i od czasu do czasu zbierał u siebie kolegów z żonami, z córkami, i wyprawiał im małą wieczorynkę. Wieczerzano wesoło, a poeci i muzy, porwani ogólnym przykładem, brali udział w ochocie i bawili się jak prości śmiertelnicy.
W ciągu tej zimy, która taki wpływ na tyle losów wywrzeć miała pani Lespéron wydała rów-