Strona:PL Dumas - Kobieta o aksamitnym naszyjniku.pdf/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szyjnik z czarnego aksamitu, przepięty węzłem z djamentów, rzucających blaski olśniewające.
Doktór patrzył na tę kobietę całemi oczyma, a dusza jego, dusza jaką mógł mieć, zdawała się zawieszoną u lotu młodej kobiety. Widoczna, że póki tańczyła, nie oddychał.
Wtedy Hoffman mógł zauważyć jedną rzecz ciekawą: tancerka czy szła na prawo, czy na lewo, naprzód lub wstecz, nigdy oczy jej nie opuszczały linji oczu doktora, i widoczny był stosunek wzajemny, ustanowiony między wzrokami. Co większa, Hoffman widział bardzo wyraźnie, ja promienie rzucane przez djamentowy węzeł od naszyjnika Arsenji, i te, które rzucała trupia główka doktora, spotykały się na połowie drogi w linji prostej; zdawało się, odpychały, i tryskały w jednym wybuchu, powstającym z tysiąca białych, czerwonych i złotych.
— Pozwoli mi pan swojej lornetki? — rzekł Hoffman dyszący i nie odwracając głowy, bo nie mógł w żaden sposób przestać patrzeć na Arsenję.
Doktór wyciągnął rękę do Hoffmana bez najmniejszego ruchu głowy, tak że ręce obu widzów szukały się chwil kilka w próżni, nim się spotkały.
Hoffman chwycił nareszcie lornetkę i przycisnął ją do oczu.
— To rzecz osobliwa — rzekł zcicha.
— Co takiego? — zapytał doktór.
— Nic, nic — odparł Hoffman, który chciał całą uwagę zwrócić na to, co widział.
Istotnie, to, co widział, było osobliwe.
Lornetka tak dalece zbliżała przedmioty do oczu, że dwa, lub trzy razy Hoffman wyciągnął rękę, zdając się chwytać Arsenję, która ukazywała mu się już nie na końcu odbijającego ją szkła, lecz między dwoma szkłami lornety. Nasz Niemiec tedy nie tracił żadnego szczegółu piękności tancerki, a jej spojrzenia, już i bez tego błyszczące zdaleka, czoło jego otaczały ognistem kołem, i sprawiały wrzenie krwi w żyłach jego skroni.
Dusza młodzieńca straszny hałas wyprawiała w jego ciele.
— Co to za kobieta? — zapytał głosem słabym, nie puszczając lornetki i nie poruszając się.
— To Arsenja, jużem panu powiedział — odrzekł dok-