Strona:PL Dumas - Kobieta o aksamitnym naszyjniku.pdf/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wszakże przypomniał sobie, że dla wykupienia tego medaljonu odłożył osobno trzy luidory i schował je do kieszeni od zegarka.
Kieszonka wiernie dochowała wkładu; znalazł tam te trzy luidory.
Hoffman wyrwał się z rąk Wernera, prosząc, by na niego zaczekał i pobiegł w kierunku kantoru wymiany. Za każdym krokiem zdawało mu się, że wychodzi z jakiejś gęstej atmosfery, przebija się przez mgłę coraz rzadszą i zbliża ku atmosferze czystszej i promiennej. Zatrzymał się przede drzwiami kantoru, dla odetchnienia; dawna wizja, wizja nocy prawie znikła. Wytchnął przez chwilę i wszedł.
Wymieniacz był na swoim miejscu, ważki mosiężne również.
Na odgołs wchodzącego, wymieniacz podniósł głowę.
— Aha! — rzekł, — to wy, mój współziomku; przyznam się, myślałem, że już się z wami nie zobaczę.
— Spodziewam się, iż nie dlatego mi to powiadacie, żeście rozporządzali moim medaljonem! — zawołał gorączkowo Hoffman.
— Nie, przyrzekłem go przechować, i choćby mi kto zamiast trzech, dawał dwadzieścia pięć luidorów, nie byłby ten medaljon wyszedł z mego kantoru.
— Oto są wasze trzy luidory, — rzekł nieśmiało Hoffman, — ale przyznam się, iż nie mam ani grosza do opłacenia procentu.
— Procentu za jedną noc, — rzekł wymienaicz, już znowu żartujecie. Jakżebym brał procent za noc i to od współziomka!
Oddał mu medaljon.
— Dziękuję, — rzekł Hoffman; a teraz — rzekł dalej z westchnieniem, — muszę poszukać pieniędzy na powrót do Manhejmu.
— Do Manhejmu, — rzekł wymieniacz, — aha! jesteście z Manhejmu?
— Nie, panie, ale mieszkam tam, mam tam narzeczonę, która oczekuje na mnie, ażeby pójść ze mną do ślubu.
— Aha!
Kiedy już młodzieniec miał rękę na klamce wymieniacz spytał:
— Czy znacie tam mojego starego przyjaciela starego muzyka?