Strona:PL Dumas - Kobieta o aksamitnym naszyjniku.pdf/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Bogumiła Murra? — zawołał Hoffman.
— Właśnie. Znacie go?
— Spodziewam się, toż to córka jego jest moją narzeczoną.
— Antonja! — zawołał zkolei wymieniacz.
— Tak, Antonja, — odrzekł Hoffman.
— Jakto, młodzieńcze i to dla zaślubienia jej jedziesz do Manhejmu?
— Tak.
— To zostańcie w Paryżu, bo droga wasza będzie daremna.
— Dlaczego?
— Oto list od jej ojca, który mi oznajmia, że przed tygodniem, o trzeciej godzinie po południu, Antonja umarła nagle, grając na arfie.
Było to właśnie w dniu, w którym Hoffman poszedł do Arsenji, dla zrobienia jej portretu; było to o tej samej godzinie, w której wycisnął pocałunek na jej nagiem ramieniu.
Hoffman drżący, zgnębiony, otworzył medaljon by przycisnąć usta do portretu Antonji, ale słoniowa kość stała się przez ten czas tak biała i czysta, jakby na niej nigdy nie pozostał pędzel malarza.
Nic więc z Antonji nie pozostało Hoffmanowi podwójnie niewiernemu, nawet obraz tej, której wieczną przysiągł miłość.
W dwie godziny potem, Hoffman w towarzystwie Wernera i poczciwego wymieniacza, siadł do dyliżansu, jadącego do Manhejmu, dokąd przybył w sam czas, by odprowadzić na cmentarz zwłoki Bogumiła Murra, który umierając po córce, polecił, aby go pochowano obok Antonji.

KONIEC