Strona:PL Dumas - Kobieta o aksamitnym naszyjniku.pdf/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROZDZIAŁ XVI
HOTEL PRZY ULICY Ś. HONORJUSZA

Hoffman odskoczył przerażony; pomimo głosu, pomimo twarzy, wątpił jeszcze. Ale podnosząc głowę, Arsenja opuściła ręce na kolana, i odchylając kołnierzyk, ukazała dziwną spinkę, brylantową, łączącą oba końce aksamitnego naszyjnika, błyszczącą w mroku nocnym.
— Arsenja! Arsenja! — powtarzał Hoffman.
Wstała.
— Co tu robisz o tej porze, Arsenjo — zapytał młodzieniec. Jakto! Ubrana w tę szarą suknię? Z nagiemi ramionami?
— Aresztowano go wczoraj — odrzekła Arsenja — przyszli aresztować i mnie, uciekłam jak stałam, a tej nocy, uważając, że pokój mój jest za szczupły, a łóżko za zimne, wyszłam i przybiegłam tu.
Słowa te wypowiedziała akcentem osobliwym, bez gestów, bez nagięć; wychodziły one z ust bladych, otwierających się i zamykających, jakby za pomocą sprężyny; był to niby automat gadający.
— Ależ ty tu nie możesz pozostać, Arsenjo! — zawołał Hoffman.
— A gdzież ja pójdę? Tam, skąd przyszłam nie chcę wracać jaknajdłużej; tam okropnie zimno.
— To pójdź ze mną — rzekł Hoffman.
— Z tobą! — odparła Arsenja.
I zdawało się młodzieńcowi, że z tego zastygłego oka spadł na niego wzrok wzgardliwy, podobny do tego, jakim go zdeptała w ślicznym buduarze z ulicy Hanowerskiej.
— Jestem bogaty, mam złoto! — zawołał Hoffman.