Strona:PL Doyle - Zaginiony footbalista (zbiór).pdf/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Nie, proszę pana, wcale nie.
— Ja tylko pytam — rzekł Holmes łagodnie — Przyznaję otwarcie, że udowodnić tego nie mogę. Ale jest prawdopodobne, bo zaraz po wyjściu pana profesora wypuściliście człowieka, który ukrył się w sypialni. Tego człowieka, który zaglądał do korekty.
Bannister zwilżył swe suche wargi.
— Tam nie było nikogo, proszę pana.
— Ach! to szkoda! Dotychczas mówiliście prawdę, a teraz zaczynacie kłamać.
Na twarzy indagowanego malował się teraz tępy upór.
— Nie było nikogo!
— Ależ przyznajcie się, Bannister, przyznajcie się.
— Nie, proszę pana, nikogo nie było.
— W takim razie nie dowiemy się od was niczego więcej. Zostańcie tymczasem tu, koło drzwi do sypialni. A teraz muszę poprosić pana, panie profesorze, by pan się pofatygował na górę i poprosił tu pana Gilchrista.
Za chwilę wrócił profesor i przyprowadził studenta. Był to chłopak o okazałej męskiej postaci. Szczupły, zgrabny i zwinny. Szedł elastycznym krokiem. Twarz miał jasną i otwartą. Powiódł niebieskiemi oczyma po każdym z nas, aż ujrzał służącego, stojącego w kącie. Wtedy zdjął go blady strach.
— Naprzód proszę drzwi zamknąć.
Holmes przybrał poważną, uroczystą minę.