Strona:PL Doyle - Tragedja Koroska.pdf/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Ciocia zemdleje, jeżeli jej nie damy wody — rzekła Sadie. — „Niech pan coś poradzi“.
Najbliżej jadący derwisze należeli wszyscy do Baggarów, oprócz jednego, murzyna, prostaka jakiegoś, ze śladami ospy na twarzy. W porównaniu z arabami wyraz jego wydawał się poczciwy i Stephens odważył się trącić go w łokieć, a potem wskazał na worek z wodą i na omdlewającą kobietę. Murzyn energicznie zaprzeczył głową, ale jednocześnie znacząco spojrzał ku arabom, jakby chciał dać do zrozumienia, że gdyby nie oni, postąpiłby zupełnie inaczej. Następnie, uderzywszy się wskazującym palcem w piersi, rzekł:
„Tippy Tilly“.
„Co takiego?“ zapytał pułkownik Cochrane.
„Tippy Tilly“ — powtórzył murzyn, zniżając głos, jakby chciał być słyszany tylko przez jeńców.
Pułkownik wstrząsnął głową.
„Moja arabszczyzna niedaleko sięga. Nic nie wiem, o co mu idzie“ — rzekł.
„Tippy Tilly, Hiks Pasza“ — powtórzył murzyn.
„Mam wrażenie, że ten człowiek jest nam przyjazny, ale nic nie rozumiem“ — zwrócił się pułkownik do Belmonta. — „Czy pan myśli, że nazywa się Tippy Tilly i że to on zabił Hiksa Paszę?“