Strona:PL Doyle - Pamiętniki Holmsa, słynnego ajenta londyńskiego, T1.pdf/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Holms wzruszył ramionami.
— W całej tej przygodzie grał on rolę niepoślednią, — rzekł. — Wszyscy trzej wchodzili na palcach po wschodach: najpierw stary, potem młody, a na końcu ów trzeci.
— A to zkąd wiesz? — zawołałem.
— Ależ to przecie głupstwo — rozróżnić ich ślady. Jeszcze wczoraj wieczorem wystudyowałem je, jak należy. Weszli tedy na wschody i zbliżyli się do sypialni Blessingtona. Drzwi były zamknięte. Przy pomocy dłótka wyłamali zamek. Wszedłszy do pokoju, pierwsze, co zrobili, to prawdopodobnie związali Blessingtona. On lub spał lub tak został rażony przestrachem, że nie krzyknął. Ściany te są grube, więc krzyku jego, być może, i tak by nie było słychać.
Kiedy go już związali, wtedy widocznie zrobili coś w rodzaju narady. Być może był to swego rodzaju sąd. Ciągnął zaś się dosyć długo, gdyż przez ten czas wypalili te cztery cygara. Młody siedział, o, tam — i otrząsał popiół o róg komody; ów trzeci chodził tam i napowrót po pokoju. Blessington siedział prawdopodobnie w łóżku, chociaż tego napewno utrzymywać nie mogę.
Skończyło się na tem, że go wywlekli z łóżka i powiesili. Widocznie zaopatrzyli się na wszelki wypadek w rodzaj bloka czy w coś podobnego, żeby módz urządzić szubienicę, przytem śruby i klucz do wkręcania miały służyć, jako narzę-