Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Coś przecie zjeść muszę — rzekł Sanczo — bo umieram z głodu — i wziął nieco winogron.
Biedny gubernator musiał się zadowolić tłómaczeniem doktora, że owoce mają w sobie za dużo wilgoci i chłodzą krew, że korzenne przyprawy, dodane do potraw mięsnych, rozpalają, a napoje spirytusowe przyćmiewają jasność myślenia.
Po chudym, choć niby wspaniałym posiłku, zaprowadzono znowu Sanczę do sali sądowej, gdzie czekała go sprawa niełatwa.
Przybyli trzej mieszkańcy wsi sąsiedniej i prosili o wskazówkę, jak mają postąpić w następującym kłopotliwym wypadku.
Przez wieś płynie rzeka, na niej jest zbudowany most, a obok niego stoi szubienica i domek dla sędziów. Oddawna istnieje tam prawo, o którem wszyscy mieszkańcy okoliczni wiedzą, że ktokolwiek przez most przechodzi, ten jest badany, w jakim celu idzie. Jeżeli odpowiada zgodnie z prawdą, to go puszczają swobodnie; lecz jeśli się okaże, iż kłamie, to wieszają go na szubienicy. Otóż właśnie niedawno jakiś człowiek, przez most idący, zapytany o cel swojej podróży, oświadczył, że po to idzie, aby ponieść śmierć na owej szubienicy. Sędziowie nie wiedzą teraz, co z nim począć. Jeżeli go powieszą, to właś-