Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie wypadnie, że on mówił prawdę, że go więc powiesili niesłusznie. Jeżeli go puszczą wolno, to wyniknie stąd, że skłamał, zasługiwał tedy na powieszenie. Od mądrości gubernatora Baratarji oczekują rozstrzygnięcia tego kłopotliwego pytania.
Sanczo zamyślił się głęboko i rzekł.
Ten człowiek zarówno zasługuje na to, żeby wisieć podług waszego prawa, jak i na to, żeby być wolnym; a że w razach wątpliwych, jak mówił rycerz Don Kiszot z Manczy, należy kierować się łagodnością, zatem uwolnijcie swojego więźnia.
Minął już tydzień urzędowania Pansy; przez ten czas jadł mało, pracował dużo, mnóstwo spraw rozsądzał i po mieście chodził, aby się przekonać samemu, jakie przepisy byłyby użyteczne, a jakie są szkodliwe i powinny być usunięte. Wieczorem siódmego dnia zaledwie położył się do łóżka i usnął, kiedy zbudził go nadzwyczajny hałas. Dzwoniły dzwony, grały trąbki, bębny dudniły głucho i posępnie. Tuż u drzwi sypialni Sanczy tłum ludzi z obnażonemi pałaszami wołał.
— Do broni! Do broni! Wojsko nieprzyjacielskie wpadło na wyspę!
Nieszczęśliwego gubernatora ogarnęło zwątpienie. Powinien był stanąć na czele obrońców i poprowadzić ich do walki, a on wcale