Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nawet księżna wstawiała się do giermka; lecz on wreszcie prosił o dwa dni do namysłu. Ale Montezynos zgodził się czekać tylko pięć minut. Nadmienił jeszcze, że liczba uderzeń może być przepołowiona, jeśli Sanczo się zgodzi, żeby mu je wymierzyła inna silna ręka; że wreszcie może się to odbyć nie ryczałtem, ale częściowo, potrochu, takiemi porcjami, jakie sam Sanczo uzna za stosowne.
— Niech i tak będzie, zgadzam się — jęknął nareszcie skruszony uparciuch — ale wtenczas, kiedy sam zechcę, i ilość razów będzie zawsze podług mojej woli.

Wzruszony Don Kiszot uścisnął giermka i ucałował. Wozy ruszyły i Dulcynea, odjeżdżając, skłoniła się głęboko przed księżną. Oboje księstwo bardzo byli zadowoleni, że komedja tak się wybornie powiodła i że ich słudzy tak dobrze odegrali swoje role. Postanowili więc zatrzymać rycerza i giermka dłużej jeszcze, żeby z nich mieć rozrywkę.



XXI.
DREWNIANY KOŃ.


W parę dni później zapytała księżna. — Powiedzże mi, Sanczo, czy rozpocząłeś już obiecane wyzwalanie Dulcynei?