Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jedną z nich na kolana i przemówił w te słowa.
— Dostojna i szlachetna księżniczko, królowo piękności, racz powitać twego rycerza, który stoi oczarowany twoim widokiem. Ja jestem jego giermek, Sanczo Pansa, on zaś jest sławny na świat cały bohater, Don Kiszot z Manczy, rycerz o smutnej postaci.
Ukląkł i Don Kiszot obok swego giermka, lecz słów nie mógł znaleźć. Widział przed sobą brzydką dziewkę z szeroką gębą i płaską twarzą. To chyba musiały być czary!
Dziewczyny także spoglądały zdumione. Oprzytomniała najpierw mniemana Dulcynea i zawołała.
— Ustąpcie! Nie mamy czasu na błazeństwa!
— O najcudniejsza księżniczko z Tobozo — rzekł Sanczo Pansa — czy serca twego nie wzrusza widok cierpień twego rycerza?
— Głupcy! przepuśćcie nas! a do strojenia żartów szukajcie sobie kogo innego.
Don Kiszot był przekonany, że złośliwy czarownik przemienił tak haniebnie uroczą piękność i że nad jego głową zła jakaś gwiazda świeci. Stracił panowanie nad sobą, schwycił muła za uzdę i czule błagał o przyjazne spojrzenie.
— Z drogi, stary głupcze! — krzyknęła znów Dulcynea, rozgniewana natrętną za-