Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jej w pałacach, których tu niema wcale. Mój pan ma ćwieczka w głowie, chociaż taki mądry i takie grube książki czytał. Nieraz w siebie wmawia to, czego niema, bierze barany za wojsko, wiatraki za wielkoludów. Cyrulik wpakował go do kojca i wmówił w niego zaczarowanie. I mnie teraz uda się moja sztuka z pewnością.
Tak uspokojony, leżał czas jakiś, aż spostrzegł zdaleka trzy wieśniaczki na mułach. Zerwał się, wskoczył na osła i popędził do swego pana, którego zastał już siedzącego na Rosynancie i złorzeczącego giermkowi za zbyt długie szukanie.
— Wielmożny rycerzu — tłómaczył się giermek — piękna Dulcynea, ślicznie wystrojona, konno zbliża się z dwiema towarzyszkami. Wszystkie trzy jadą na wspaniałych koniach, ale rumak panny Dulcynei jest najpiękniejszy.
— Jedźmy naprzeciw niej! — zawołał Don Kiszot i ubódł Rosynanta ostrogami.
Tylko co wydobyli się z gęstwiny leśnej na równą drogę, kiedy już ujrzeli wspomniane trzy dziewki. Don Kiszot wcale nie zwracał na nie uwagi, tylko spoglądał dalej ku Tobozo i zaczynał się niecierpliwić. Ale Sanczo przedstawił mu, że to właśnie są oczekiwane panny, na ognistych wierzchowcach jadące. Sam zlazł z osła, padł przed