Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Uspokoiło to Don Kiszota, który w tem zdarzeniu wiele okazał cierpliwości, pewnym będąc, że przeciw czarom bezsilny byłby jego gniew i nieprzydatna jego waleczność.
Nieopodal wioski zatrzymali się; Sanczo wydobył posiłek, Rosynantowi i osiołkowi dano trochę paszy. Nagle czarnobrody towarzysz gdzieś zniknął.
Kiedy na niego dłuższą chwilę daremnie czekano, Sanczo zaczął przekonywać swego pana, że to nie żadne czary, tylko jakaś psota i że on poznał, iż czarnobrody był to przebrany cyrulik z ich wioski.
— Powiedz mi, mój Sanczo, kiedy tak wszystko wiesz dokładnie, skąd się wzięła królewna Mikomikonu?
Tak zagadnięty giermek tylko się w głowę podrapał z zakłopotania; niebawem ruszyli w dalszą drogę.
Około południa stanął Rosynant przed domem swego pana. Dzień był targowy i po ulicach kręciło się mnóstwo ludzi. Tłumy więc otoczyły rycerza, jadącego w takiej dziwnej karecie. Gospodyni Don Kiszota i jego siostrzenica nie mogły wstrzymać łez na widok pośmiewiska, które cierpiał Don Kiszot; wydobyły go więc z kojca i położyły do łóżka.
Proboszcz pocieszał je, przekładając, że to