Strona:PL Diderot - To nie bajka.pdf/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziecko. — Musi być niepocieszona... Co mówicie, niepocieszona? Nie da się wręcz opisać tej zgryzoty. Widziałam ją; litość bierze! Serce się rozdziera doprawdy... A Desroches?... Nie mówcie mi o mężczyznach; to tygrysy. Gdyby ta kobieta była mu bodaj trochę droga, czy siedziałby na wsi? czy nie byłby przyleciał? czy nie oblegałby jej na ulicy, po po kościołach, w domu? Człowiek, który bardzo chce, umie sobie drzwi otworzyć; nie rusza się z miejsca, kładzie się na ziemi, umiera...“ Faktem jest, iż Desrosches nie poniechał żadnej z tych rzeczy, ale nie wiedziano o tem; główna bowiem rzecz jest nie wiedzieć, ale gadać. Gadano tedy... „Dziecko umarło... Kto wie, czy nie wyrosłoby na potwora jak jego ojciec?... Matka umiera... A mąż, co robi przez ten czas?... Ładne pytanie! W dzień ugania po lesie ze sforą psów, a noc spędza na barłożeniu się z pluchami takiemi jak on... Doskonale“.
Inny wypadek. Desroches, żeniąc się, uzyskał zwolnienie ze służby. Pani de la Carlière wymagała aby porzucił karyerę wojskową, i aby ustąpił swój pułk młodszemu bratu.
— Czyż Desroches miał młodszego brata?
— On nie, ale pani de la Carlière.
— No i?...
— No i młody człowiek zginął w pierwszej bitwie, i dalejże wszyscy zaczęli krzyczeć w koło: „Nieszczęście weszło do tego domu wraz z tym człowiekiem!“. Słuchając owych gadań, możnaby mniemać, iż strzał od którego młody oficer poległ, padł z ręki Desroches’a. Zaczęła się nagonka, szał równie