Strona:PL Diderot - To nie bajka.pdf/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


głupiego podziwu, podczas gdy należałoby jedynie wzruszyć ramionami i śmiać się... Zobaczycie, zobaczycie, co jeszcze wyniknie z tej ostatniej sceny, i jak nas okrzyczą wszystkich“.
— Mówiąc między nami, rzecz nadawała się do tego.
— Od tego dnia, pani de la Carlière wróciła do wdowiego nazwiska i nie pozwalała aby ją nazywano panią Desroches. Drzwi jej, długo zamknięte dla wszystkich, pozostały na zawsze zamknięte dla męża. Pisał do niej, paliła listy nie otwierając. Oświadczyła krewnym i przyjaciołom, iż zerwie stosunki z pierwszym który wstawi się za Desroches’em. Księża próbowali się w to wmięszać, ale bez skutku. Co się tyczy wysoko położonych figur, odtrąciła ich pośrednictwo z taką stanowczością i dumą, iż rychło poniechali zabiegów.
— Powiedzieli z pewnością że to waryatka, kobieta opętana cnotą.
— A publiczność powtórzyła to za nimi. Tymczasem, pani de la Carlière tonęła w melancholii; zdrowie jej zaczęło podupadać z przerażającą szybkością. Tyle osób było wtajemniczonych w to niespodziane rozłączenie i jego pobudki, iż niebawem stało się ono przedmiotem ogólnych rozmów. W tem miejscu, proszę cię, abyś odwrócił oczy od pani de la Carlière, a skierował je na publiczność, na ową głupią ciżbę która nas sądzi, która rozporządza naszym honorem, wynosi nas pod chmury albo też włóczy w błocie, a którą szanuje się tem wyżej, im więcej ma się samemu chrakteru i cnoty. Niewolnicy opinii