Strona:PL Diderot - To nie bajka.pdf/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiekiem. Nie mogę już pana kochać ani szanować; to dość, abyś zrozumiał, że nie jesteśmy stworzeni aby żyć razem. Zostawiam panu swój majątek. Żądam jedynie cząstki potrzebnej na skromne utrzymanie dla mnie i dla dziecka. Uprzedziłam matkę. Mam u niej przygotowane mieszkanie; pozwolisz pan iż zajmę je natychmiast. Jedyna łaska o jaką proszę i do której mam prawo, to abyś mi oszczędził rozgłosu, który nie zmieniłby moich zamiarów, a którego jedynym skutkiem byłoby przyspieszenie okrutnego wyroku jaki na mnie wydałeś. Pozwól, abym zabrała dziecko, i abym, przy boku matki, doczekała chwili, w której ona mi zamknie oczy, albo też ja zamknę je jej. Jeżeli ta sytuacya jest ci przykrą, bądź pewien iż boleść moja oraz podeszły wiek mej matki skrócą ją niebawem“.
Tymczasem, łzy płynęły ze wszystkich oczu; kobiety trzymały panią de la Carlière za ręce: mężczyźni rzucili się do jej stóp. Ale, kiedy pani de la Carlière postąpiła ku drzwiom, trzymając dziecko w ramionach, rozległy się powszechne szlochania i krzyki. Mąż wołał: „Żono! żono! wysłuchaj mnie; ty nie wiesz...“ Mężczyźni krzyczeli, kobiety krzyczały: „Pani Desroches! pani!“ Mąż krzyczał: „Przyjaciele, czy pozwolicie jej odejść? Zatrzymajcie ją, zatrzymajcież przecie; niech mnie wysłucha, niech się z nią rozmówię“. Kiedy nalegano nań aby się rzucił do jej stóp, mówił: „Nie, nie mogę, nie śmiem: ja miałbym zbliżyć się do niej! dotknąć jej! nie jestem godzien“.
Pani de la Carlière opuściła dom. Byłem u jej matki kiedy tam przybyła, złamana wysiłkiem tych ciężkich