Strona:PL Diderot - To nie bajka.pdf/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


obecnym. Wzięli je, ale nikt nie czytał. „Panowie, panie, rzekła pani de la Carlière, czytajcie i sądźcie nas. Nie wyjdziecie stąd, zanim nie wydacie wyroku“. Następnie, zwracając się do Desroches’a: „Co do pana, musi ci być znane to pismo“. Goście wahali się jeszcze, ale, na ponowne prośby pani de la Carlière, przeczytali. Tymczasem, Desroches, drżący, nieruchomy, oparł głowę o szybę, odwrócony plecami do towarzystwa, na które nie śmiał spoglądać. Jeden z przyjaciół ulitował się nad nim, wziął go za rękę i wyprowadził z salonu.
— Donosząc o szczegółach tej sceny, powiadano mi że Desroches był bardzo płaski, żona jego zaś uczciwie śmieszna.
— Nieobecność Desroches’a ośmieliła zebranych. Uznali jego błąd; przyznali słuszność urazie pani de la Carlière, byleby nie posuwała jej zbyt daleko. Wszyscy skupili się koło niej; zaczęli ją naglić, błagać, zaklinać. Przyjaciel który wyprowadził Desroches’a, wchodził i wychodził donosząc mu co się dzieje. Pani de la Carlière pozostała nieugięta w postanowieniu którego nie objawiła jeszcze. Na wszystko co jej przedkładano, powtarzała wyłącznie jedno: Kobietom mówiła: „Moje drogie, nie potępiam waszej pobłażliwości.“ Mężczyznom: „Panowie, to niemożebne: ufność przepadła, niema już żadnej rady“. Sprowadzono męża. Był wpół żywy. Raczej upadł niż rzucił się do stóp żony; nie mógł rzec słowa. Pani de la Carlière rzekła: „Proszę, wstań pan“. Podniósł się, ona zaś dodała: „Jesteś pan złym mężem; przekonam się, czy jesteś przyzwoitym czło-