Strona:PL Diderot - To nie bajka.pdf/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


roches oddaje służącemu szkatułkę z poleceniem zaniesienia jej do jego pokoi, dokąd droga prowadziła przez pokoje żony. W drodze, pierścień pęka, szkatułka pada, wieko się otwiera, i oto mnóstwo listów rozsypuje się u stóp pani Desroches. Podnosi kilka i przekonuje się o zdradzie męża. Nigdy chwili tej nie mogła sobie przypomnieć bez dreszczu. Mówiła mi, iż całe jej ciało oblało się zimnym potem: miała uczucie iż żelazne szpony ściskają jej serce i szarpią wnętrzności. Co się z nią stanie? Co uczyni? Skupiła się w sobie; przywołała resztkę sił i przytomności. Wybrała, z pomiędzy listów, kilka najbardziej wymownych, przymocowała z powrotem denko i kazała służącemu zanieść szkatułkę do pokoi pana, nie powiadając, pod grozą natychmiastowego wypędzenia, o tem co się wydarzyło. Przyrzekła Desroches’owi że nigdy nie usłyszy z jej ust jednej skargi; dotrzymała słowa. Jednakże, trawił ją głęboki smutek, płakała niekiedy; życzyła sobie być sama, bądź w domu bądź na przechadzce; kazała podawać obiad u siebie; milczała nieustannie, lub wzdychała mimowoli. Strapiony ale spokojny Desroches przypisywał ten stan waporom, mimo że kobiety karmiące nie podlegają tej chorobie. W bardzo krótkim czasie, zdrowie żony podupadło tak, iż trzeba było opuścić wieś i wrócić do miasta. Pani Desroches wyprosiła sobie, iż odbędzie drogę w oddzielnym powozie. Za powrotem do miasta, umiała postępować tak zręcznie i oględnie, iż Desroches, który nie zauważył braku kilku listów, widział w pewnem oddaleniu żony, w jej obojętności, wydzierających się westchnieniach,