Strona:PL Diderot - To nie bajka.pdf/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


a którego poświęciła dla ambitnych widoków. Po pierwszem widzeniu spotkali się jeszcze kilka razy. Była to osoba czarująca. Zawiniła wobec Desroches’a; a sposób w jaki kajała się za winy był wcale niedwuznaczny. Desroches trwał przez jakiś czas w niepewności co uczyni.
— Na honor, nie wiem czemu.
— Ale, nawpół przez pociąg, bezczynność lub słabość, nawpół z obawy aby błahy skrupuł...
— Co do rozrywki dość obojętnej dla jego żony...
— Nie osłabił zapału protektorki w sprawie przyjaciela i nie udaremnił negocyacyi, zapomniał na chwilę o pani Desroches i wplątał się w miłostkę. Wspólniczka jego miała nader ważne przyczyny aby chować rzecz całą w tajemnicy, co pociągnęło za sobą konieczną i stałą korespondencyę. Widywali się mało, ale pisywali dużo. Powtarzałem sto razy kochankom: Nie piszcie, listy was zgubią; wcześniej lub później przypadek skieruje który z nich pod niewłaściwym adresem. Przypadek kombinuje wszystkie możliwe wydarzenia; potrzeba mu jedynie czasu aby wylosować nieszczęśliwą liczbę.
— Nikt ci nigdy nie uwierzył?
— I wszyscy się tem zgubili, i Desroches, jak sto tysięcy przed nim, i sto tysięcy którzy przyjdą po nim. Desroches chował listy w szkatułce opancerzonej od góry i z boków obręczami ze stalowej blachy. W mieście, czy na wsi, szkatułka była pod kluczem w sekretarzyku. W podróży, spoczywała w walizie Desroches’a na przedzie kolasy. Tak było właśnie tym razem. Jadą, przybywają na miejsce. Wysiadając, Des-