Strona:PL Diderot - To nie bajka.pdf/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Dalibóg, wyznaję, iż sądziłem Desroches’a jak cały świat.
— I oto w jaki sposób, z ust do ust, przez to iż jedni stają się bezmyślnem echem drugich, podaje się dzielnego człowieka za durnia, rozumnego za głupca, zacnego za hultaja, odważnego za waryata, i naodwrót. Nie, te niedorzeczne paple nie warte są, aby, kierując swojem życiem, liczyć za cośkolwiek ich pochwałę lub naganę. Posłuchaj, do kroćset, i spal się ze wstydu.
Desroches został bardzo młodo rajcą parlamentu; pomyślne okoliczności naprowadziły go szybko do Wielkiej Izby; z kolei, przeszedł do sądu kryminalnego, gdzie poruczono mu raport w doniosłej sprawie karnej. Na podstawie jego wniosków, skazano złoczyńcę na najsroższą karę. W dzień egzekucyi, zwyczaj nakazuje urzędnikowi który spowodował wyrok trybunału, udać się do ratusza, iżby tam przyjął ostatnie rozporządzenie nieszczęśliwych, jeżeli życzą sobie je uczynić, jak to miało miejsce w tym wypadku. Było to w zimie. Desroches i jego kolega grzali się koło ognia, kiedy im oznajmiono przybycie pacyenta. Człowieka tego, któremu tortura pogruchotała wszystkie członki, niesiono na materacu. Znalazłszy się w obliczu sędziego, podnosi się, obraca oczy ku niebu i woła: „Wielki Boże! sprawiedliwe sądy twoje!“. Złożono go na materacu u stóp Desroches’a.
— „I to pan mnie skazałeś! — rzekł, zwracając się doń, silnym głosem. — Jestem winien zbrodni o którą mnie oskarżają; tak, jestem winien, wyznaję. Ale pan nic o tem nie wiesz“.