Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/201

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w parę tygodni potém rola pokryła się prześliczną zielonością.
Oprócz tego obok jaskini zasiałem spory kawałek pola kukurydzą, żeby po nią do lasu nie chodzić.
— Mój panie gospodarzu! — rzekłem do siebie ukończywszy roboty w polu, — teraz trzeba się wziąść do młyna; wszakże jęczmienia gryść nie będziesz, cóż ci po nim jeżeli mąki zrobić nie potrafisz? nie przyjdzie to tak łatwo, ale każdy początek jest trudny: przy pomocy Boskiéj jakoś to pójdzie.
O żarnach, a tém bardziéj o młynku ani marzyć, bo czémże je zrobię; trzeba więc poprzestać na stępach, jakich murzyni używają do otłukiwania jagieł.
W wycieczkach moich oddawna zauważyłem pień grubego drzewa, złamanego przeszłorocznym wichrem: z niego przy pomocy siekiery mogła być doskonała stępa, lecz w braku tych narzędzi czémże ją zrobić? czém obciąć grube korzenie przytrzymujące go w ziemi? czémże wreszcie wydrążyć zagłębienie?
Nareszcie przyszło mi do głowy wytlić środek ogniem. Wziąłem się natychmiast do pracy: najprzód poopalałem korzenie, następnie z wielkiém wysileniem przytoczyłem pień do mego mieszkania, a nareszcie z niemniejszym mozołem udało mi się wypalić. Wydrążenie miało dostateczną głębokość, ale było nierówne i tak zaczernione, iż straciłem nadzieję, ażebym kiedy mógł otrzymać mąkę białą. Z tłuczkiem poszło łatwiéj: znalazł się na dnie strumienia kamień podłużny zaokrąglony przez długie działanie fali. Wprawiwszy go w rozszczepioną gałąź, skrępowałem silnie łykami;