Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


znowu pękła. Znać pończocha przez długie noszenie zetlała i nici zesłabły; jakżeż żal mi było bezużytecznie popsutej cholewki.
Cała robota na nic, bez nici szyć niepodobna; zasmucony rzucam wszystko na bok, i siadam medytując nad mojém opłakaném położeniem. Ileż zawodów doznałem już na téj niegodziwéj wyspie; co dzień jakieś zmartwienie, a żadnéj pociechy ani nadziei żeby się to kiedyś skończyło. Znać okręty europejskie nie mają się po co zapuszczać w te niegościnne strony i chyba zagnane burzą dostają się w okolice méj wyspy, ażeby rozbić się o jéj brzegi. Jestem bardzo, bardzo nieszczęśliwym, nie ma nieszczęśliwszego na całéj kuli ziemskiéj. Czyż nie ma? Ha może i jest. Rozważmyż co mię tu złego i dobrego spotkało.

e. Dobre.
Znajduję się na wyspie bezludnéj, i nie mam nadziei wybawienia. Ale przecież nie utonąłem jak drudzy, i mogę się doczekać lepszych czasów
Jestem odłączony od ludzi, samotny i wygnany, dręczony tęsknotą, a o najmniejszą bagatelę starać się muszę z niezmiernym trudem. Tak, ale nie umieram z głodu, mam jakie takie mieszkanie, a wyspa moja obfituje w różne rodzaje żywności, i przepyszne owoce.
Pozbawiony jestem wygód, nie mam się czém okryć, ani mogę rozpalić ognia; bez którego tak trudno obejść się człowiekowi. Ale żyję w krainie gorącéj, gdzie ludzie obchodzą się bez odzieży; a gdyby mię téż zaskoczyło rozbicie gdzieś w zimnéj Północy!