Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Napracuję się niezmiernie dla opędzenia nędznych potrzeb, gdy tymczasem w Europie miałbym wszystkiego do sytości, i używałbym wszelkich wygód. Lecz pracujesz dla siebie, przypomnij tylko niewolę maurytańską, tam cię batem do roboty pędzili i licho karmili, a tu jesteś wolnym i swobodnym.
Nie mam broni do odparcia napadu dzikich ludzi i drapieżnych zwierząt, i lada chwila mogę zginać marnie. Powiedzże mi czyś widział na wyspie drapieżne zwierzęta lub karaibów? Strach bez przyczyny.
Od trzech blisko miesięcy ani jednego statku nie widziałem, a więc nie zobaczę mojéj ojczyzny, i tu umrę na wygnaniu. Od pięciu lat rodzice ciebie nie widzieli, trzy miesiące wygnania to mała kara, a zresztą czekaj, do końca życia jeszcze daleko.


Porównania te pocieszyły mię nieco i dodały ducha. Jestem nieszczęśliwy to prawda, ale mogłem być daleko nieszczęśliwszym. Nie porzucaj nadziei, a staraj się tymczasem uprzyjemnić pobyt na wygnaniu. Co do nici, wszak nieraz większe daleko pokonywało się trudności, może i tę pokonać potrafisz.
Jakoż przypomniałem sobie, że podczas pierwszéj mojéj podróży do Gwinei, znajdował się majtek służący niegdyś na statku używanym do połowu wielorybów, przy brzegach Grenlandyi. Opowiadał między innemi, że mieszkańcy tamtejsi używają do szycia zamiast nici strun ukręconych z kiszek psa morskiego. Umyśliłem ich naśladować i wyprawi-