Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/075

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie zaradzić. Od półtrzecia roku jak mieszkasz pośród nas, poznaliśmy w tobie rzetelnego i zacnego człowieka. Otóż postanowiliśmy wysłać okręt po murzynów do Gwinei, a ponieważ znasz tamte strony dobrze, prosimy cię abyś zajął się sprowadzeniem niewolników. Damy ci potrzebne fundusze, a kapitan wszystkie twe polecenia wypełniać i od ciebie zupełnie zależéć będzie. W czasie twéj nieobecności ofiarujemy się naszym kosztem uprawiać twoją plantacyą, a w nagrodę za trudy, każdy dziesiąty murzyn będzie dla ciebie. Tak nic nie ryzykując, możesz przyjść do niewolników, a przy ich pracy w kilku latach stać się panem krociowym.
Projekt ten spodobał mi się niezmiernie; nie namyślając się wcale przyjąłem go od razu, tém chętniéj iż dogadzał méj żądzy podróżowania. Nie mogłem usiedziéć na miejscu i jakieś złe przeznaczenie pchało mię w przepaść zguby. Inny na mojém miejscu, mając już plantacyą wartującą parę tysięcy funtów, byłby siedział i dorabiał się grosza; ale mój charakter niestały i niespokojny pędził mię do nowych przygód. Spisaliśmy akt urzędowy, mocą którego na przypadek śmierci polecałem kapitanowi portugalskiemu, aby plantacyą sprzedał, połowę summy za nią wziętéj wręczył moim rodzicom, czwartą część oddał wdowie po kapitanie angielskim, resztę zaś dla siebie zatrzymał. Jedném słowem, zabezpieczyłem zupełnie moją własność i gdybym tylko połowę tego rozsądku poświęcił rozważeniu mego szalonego zamiaru, nie byłbym się puścił na nowe awantury.
Gwałtowna żądza podróżowania zagłuszyła jednak zupełnie głos rozsądku; przed kilku laty nie słuchałem przestróg rodzicielskich, a dzisiaj zatykałem uszy na przestrogi rozumu.