Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/032

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kie słowa ojca, wszystkie jego przestrogi stały mi wciąż na myśli. Choroba morska jeszcze silniejsza jak przed pięcią dniami, dokuczała mi srodze, a wyrzuty sumienia nieznośnie trapiły.
— Ach Boże! mój Boże! — szeptałem odchodząc od zmysłów; — ja to wszystkiemu jestem winien; przez moje nieposłuszeństwo ściągnąłem gniew Twój na tych niewinnych ludzi: przezemnie wszyscy poginą! Ach, ratuj mię miłosierny Boże! zlituj się nademną. Nigdy już dopóki życia nie zrobię nic bez wiedzy i woli moich kochanych rodziców; będę im posłusznym we wszystkiem. Ach, Panie! Panie! zmiłuj się! zmiłuj!
Ale burza wrzała straszliwie, huk piorunów i świst wiatru nie ustawał na chwilę; dwa statki kupieckie zerwane z kotwic, przeleciawszy jak błyskawica koło naszego okrętu, roztrzaskały się o nadbrzeżne skały; inny okręt o kilkaset sążni od nas odległy, z całym ładunkiem i wszystkiemi ludźmi poszedł na dno; widziałem starych majtków, doświadczonych marynarzy, modlących się na klęczkach i gotujących się na śmierć.
Wtém we drzwiach, przy których siedziałem, ukazał się wybladły utykacz szpar[1] i zawołał przerażającym głosem:
— Otwór w okręcie! cztery stopy wody w kadłubie!

— Do pomp! do pomp cała osada! — krzyknął kapitan zwołując wszystkich na pomost.

  1. W razie gdy zrobi się szczelina w okręcie, zatyka ją przeznaczony umyślnie do tego majtek, zwany utykaczem szpar.