Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/033

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Wstawaj próżniaku! — zawołał utykacz potrącając mię silnie. — Czy nie słyszysz co się dzieje! ruszaj do pompy, bo cię wrzucę w morze niedołęgo!
Zerwałem się na nogi i pobiegłem pracować z innemi, ale mimo wysilenia robota nie na wiele się zdała, po cało–godzinném pompowaniu, zawołano z wnętrza okrętu: pięć stóp wody!....
Naówczas kapitan zagrożony zatonięciem okrętu, rozkazał dać ognia z dział na trwogę! Nieobeznany ze zwyczajami marynarskiemi, usłyszawszy ten huk, myślałem że okręt pękł na poły i zemdlałem ze strachu.
Porwano mię i odrzucono na bok, sądząc że umarłem. Każdy tylko sobą zajęty nie troszczył się wcale o drugich; już się zciemniało kiedy odzyskałem zmysły.
Na okręcie panowało zupełne zamieszanie. Pomimo ciągle dawanych wystrzałów, ani od brzegu, ani od innych statków stojących na kotwicach, żadna łódź nie przybywała nam na pomoc, a okręt coraz więcéj nabierał wody; wszelka nadzieja ratunku zniknęła. Nakoniec bryg wojenny, wzruszony naszym losem, poświęcił swą szalupę, wysyłając ją ku nam. Długi czas walczyli dzielni majtkowie z rozhukaném morzem, zanim zdołali przybliżyć się; nakoniec uchwycili rzuconą linę i przybili do naszego statku.
Popłoch i zamieszanie mogłyby nas zgubić, gdyby nie energia kapitana, który powstrzymawszy cisnących się tłumem, nietylko wszystkich szczęśliwie do szalupy przesadził, ale nadto swoją gotówkę, papiéry i kosztowności ocalił. Z początku chcieliśmy się dostać na pokład brygu, lecz o tém ani można było marzyć. Kapitan więc nakłonił sternika szalupy ażeby skierował ku lądowi, biorąc na siebie odpowiedzial-