Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/622

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nic to: Śmierć wszystko zabiera bezwstydnai
Tę nieomylność prawdy wszyscy czują7
A przecie najmniej na śmierć się gotują.
Lecz dosyć będzie tej świętej morali,
Której doznają i wielcy i mali.
Był jeden starzec, a o stu lat starzec,
Ten, przeskoczywszy setny (patrzaj!) marzec,
Tandem umiera, i śmiertelne łoże
Napomniało go iść w śmierci podróże,
A nie tak łoże, lecz przyszła Śmierć sama,
Owa koścista prosi w taniec dama;
„Wychodź, — nań krzyknie — nażyłeś się, dziadu!
„Ledwoć to życia takiego przykładu“.
Starzec moj westchnie i skarży się strasznie,
Że tej godziny umierać mu właśnie
Każe Śmierć, mówiąc: „Cóż to? i momentu
„Nie dasz, napisać mi i testamentu?
„A czyż to będzie sprawa sprawiedliwa,
„Bez odpowiedzi że naglisz straszliwa?
„Trzeba mi wnuka jeszcze postanowić,
„Pałac dokończyć, i żona owdowieć
„Nie chce; otoś mię nie przestrzegła zgoła,
„Raptem umieram“. Śmierć wtedy zawoła:
-„Jam nie przestrzegła? o, mój dziadu drogi!
„Czy trzebaż lepszej nad starość przestrogi?
„A pokaźne mi o stu leciech w mieście
„Starca drugiego, albo też w niewieście!
„Każdy rok twojej głębokiej starości
„Przestrzegał w czasie blizkim śmiertelności.
„Gdybyś pamiętał na te to momenta,
„Wygotowałbyś dawno testamenta,
„Rozporządziłbyś był dobrze i wnuki!