Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/615

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Że, przechodząc przez smętarz kościelny o świcie,
„Liznąłem trawy troszeczkę językiem;
„Ale byłem bardzo głodny“.
Tu zakrzyczeli wszyscy: „Ach! zbrodzień niegodny!
„Możnaż być kiedy większym bezbożnikiem?
„Liznąć kościelnej trawy? jak cię ziemia nosi,
„O świętokradco zuchwały!“
Próżno nieborak się prosi:
Rozerwali go w kawały.

A. Górecki.
XXIII. Bajka o chłopie z baranem.
1. Kto nie ma co dać, musi u drzwi stać.
Biernat z Lublina.
2. O chłopie z koźlęciem.

Chłop, do prawa pozwany, przyszedł do jednego rzecznika, aby za jego staraniem wyszedł z onej rzeczy. On kazał mu odpowiedzieć, iż mu teraz trudno, bo miał inszych spraw dosyć. Potem chłop, mając nadzieję w jego dawnej znajomości, często do niego przychadzał, a przystępu nigdy nie miał. Zatem, wziąwszy koźlę młode, tłuste, przyszedł i, stanąwszy przed drzwiami u rzecznika, drażnił je, aby wrzeszczał. Słysząc rzecznik kozi wrzask, wnet kazał otworzyć. Tamże chłop do koźlęcia rzekł: „Dziękuję tobie, miły koziołku iżeś mi tu łacny przystęp uczynił“.