Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Mówił sobie z wielkiej radości:
„Nie trzebać tu mnie jeść kości:
„Będę tu owa godował,
„Bodajbych więc do tegodnia nie miał“!
I chodził obie, wąchając        15
A ogonem pomachając.
Więc gościa kucharz obaczył
A za ogon go pochwacił;
Zatoczywszy, oknem wycisnął,
Aż się ledwie pies podźwignął.        20
A gdy tak zbit, bieżąc, lutał,
Drugi pies tak go zapytał:
„Jeśli cię tam dobrze czciono?
„Wszak snadź dosyć nawarzono”...
On mu zasię odpowiedział:        25
„Barzom ci się tam dobrze miał,
„Alem wżdy po tych karmiacb medł,
„Aż nie baczę, kędym wyszedł“.
Niemasz się temu radować,
Czegobyś mial potym żałować:        30
Gdy co działasz, końca czekaj;
Przewiedzieszli, tedy śpiewaj!

Rimicius: D (158) De cane, ad cenam vocato. [H 62 Ἄνϑρωπος ϰαὶ ϰύων]. G (207) Cžlowěk a pes. — FE (66) O psie, na wieczerzą wezwanym. — por. Jabłonowski 45 Wilk na weselu. Lingua fuit damno. — BF 51 Kucharz i pies.

17. Kto zły, zawżdy zły.

Oracz niegdy orla ułowił
A z skrzydł mu pierze wyłomił
I puścił go miedzy koguty,