Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Aleć mam sługę godnego
„I na twarzy podobnego“.
Kupiec rzekł: „Chcę go targować,
„Alebych go chcież oględuć“        250
On hnet po Ezopa posłał,
Kupcowi go oględać dał.
A gdy tak szpetnego widział,
Stojąc Zenasa zopytał:
„Co to za garniec pękaty,        255
„Krótki, brzuchaty, garbaty?
„A, zaprawdę, by nie dychał,
„Kłocżembych ji radniej mnimał;
„Przetoż, abyś mną kunsztował,
„Ku temuś mię dziwu wezwał“.        260
A kiedy go nie chciał kupić,
A w drogę sie począł kwapić,
Rzekł Ezop: „Mało poczekaj,
„A ze mną wżdy nieco gadaj“.
Rzekł kupiec: „Drogę mi mieszkasz,        265
„Pożytku mi nie udziałasz;
„Bowiem, bych ja ciebie kupił,
„Wieczniebych śmiechu nie pozbył“.
Ezop rzekł: „Pocześ tu przyjał“?
A on mu: „lżem kupić chciał,        270
„Cobych nalazł wybornego,
„Sługę albo osła dobrego.
„Aleś ty bezmiernie żadny
„A mojej kupi niegodny;
„Przeto mi cię nie potrzeba,        275
„Boćby też szkoda i chleba“.
Ezop rzekł: „Nie chciej mną gardzić:
„Nie mogęć ja wżdy zawadzić,