Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/094

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Bo, gdzie mię kolwiek obrócisz,
„Pieniędzy wżdy swych nie stracisz“.        280
Kupiec rzekł: “Bych ja to wiedział,
„Jakibych pożytek z ciebie miał,
„A w czymbych cię dobrze pożył,
„Jużbych pieniędzy nałożył“.
Ezop rzekł: „Podobno dzieci masz,        285
„Na które więc często bakasz,
„Kiedy, pustując, wołają,
„Ciebie nie barzo słuchają.
„Polecił je w moję stróżą:
„Uźrzysz, iżci sobą wstrwożą;        290
„Nie trzebać ich larwą straszyć:
„Będąć jej u mnie mieć dosyć“.
Tą rzeczą kupca poduszczył;
On sie do Zeny obrócił,
Spytał: „Drogoli go dasz,        295
“W którymże się barzo kochasz“?
On rzekł: „Daj trzydzieści groszy,
„Boć nie baczę, by był droższy;
„Alemci go nie przedrożył,
„Iżbym go rad rychłej pozbył“.        300
Kupiec, iż tako tam był,
Pieniądze zań hnet odliczył,
A potym go za rękę wziął,
K miastu z nim społem pociągnął.
Więc, kiedy do miasta przyszli        305
A do swej gospody weszli,
Dzieci Ezopa uźrzały,
Które u matki siedziały.
Uźrzawszy go, jęły płakać,
Oczy od niego odwracać,        310