Strona:PL Buława Ernest - Krople czary.djvu/080

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


V.


Potoczyłem smutnem okiem
      Po tych licach mojej ziemi,
Łza na strony padła w wzrokiem,
      Com szpony szarpnął orlemi,
Precz! szatany, z drogi ducha!
      Każda wieniec ma ruina,
Anioł wieków głosy słucha
      W imię ojca – ducha – syna! –
Polsko, Polsko! hej orlico!
      Ty uorlij lot natchniony,
Pójdę w drogę z powiernicą,
      Z lutnią pójdę w swoje strony –
Ma rodzina, wielka – boża –
      Od morza – do morza! . .
Z mogił twoich, z piersi matki,
      Ssać podania iskry święte,
Przeczuć duchem te zagadki
      Co tam jeszcze śpią zaklęte. . . .
Pójdę pierś rozdartą, krwawą,
      Do snu złożyć, na twem łonie.
I źrenicą już bezłzawą
      Po twych licach, po gwiazd tronie,
Toczyć milcząc, chłonąć wzrokiem,
      Każdą chwilę z dni przeszłości! . . .
Za dziejowym słońc prorokiem,
      W lot ku bramom dni światłości!
Twoja boleść mą boleścią,
      Śmierć twa śmiercią – i mąk zdrojem,
Potwarz chwałą – męka częścią
      Lecz twe życie – życiem mojem! . . .
Jak krzyż, dzisiaj znakiem chwały
      Szubienice się już stały! . .
Witaj Polsko! Polsko święta!
      Córo Boża nad światami,
Już ku tobie twe orlęta
      Sierocymi drżą skrzydłami!
Przed twe stopy w twym pochodzie