Strona:PL Buława Ernest - Krople czary.djvu/049

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ogłosi jaki wieczór – wtedy pod nauki
Sztandarem – aż strach pojrzeć! że uczonych tyle
Sfinksy, lwy, orły, nawet – nawet krokodyle! . . .
Z uśmiechami litości, dla tej reszty świata,
Zadowolenia z siebie – co jak puder wzlata,
I dzwoni od toastów za zdrowie wielkości,
(Lecz nie za nieśmiertelność! ta w gipsach nie gości)!
I takiej to zapewne przyjrzawszy się sprawie
Rzekł Adam sławne swe „I to jeszcze w Warszawie!...[”]
Ale już się odwróćmy od tych licznych gości,
Z latarnią trzeba szukać serca, co by biło
Cicho, rzewnie i skromnie, pod pracy mogiłą,
Z której duch zmartwychwstaje dla oka spółbraci,
Tylko wtedy gdy duchem dług ducha wypłaci! . . .
Szczeblem niżej (a raczej wyżej) między temi
Których zwą średnią klassą –między uboższemi,
Są tam bogatsze serca, i dusze ognistsze
Więcej woli – i dumy – i sumienia czystsze,
Tam młodzież co pokrewna, duchem z Belwederem,
Co czuwa chociaż milczy – a zabaw eterem
Nieusypia swych cierpień, lecz wśród ognia próby,
Przez zgubę się wydziera z strasznych ramion zguby –
W ciszy, lwim szpikiem dziejów karmi swe umysły,
I myśli ciche zwierza cichym falom Wisły! . .
Tam przy biurach, po białych kancelaryi salach,
Biją serca poczciwe w urzędu koralach. . . .
Co gniotąc ostrzem, jak psa legawego szyję
Przypominają młodzi, że jej tyran żyje!
Nieraz tam widzisz syna, co z takiego biura
Żywi rodzinę, matkę starą żywi, która
Błogosławiłaby go, gdyby dziś wybiła
Godzina czynu, której wczoraj świadkiem była,
Tam matki pamiętają dni te smutnej chwały,
Kiedy ojców i mężów ojczyźnie oddały,
I ci, z ludem poczciwym, ludem Kilińskiego
Stanowią iskrę znicza, życia Warszawskiego,
Tam spotkasz imię szlachty, z krajem, zubożałe
Z nim zgnębione poczciwie, choć niegdyś wspaniałe,
W pracy napotkać można honor nieskażony,