Strona:PL Bronte - Villette.djvu/450

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Zwichnięte może — mruknął doktór. — Miejmy nadzieję, że nic gorszego. Niech mi pani dopomoże na chwilę, Lucy.
Dopomogłam mu, jak umiałam, przy nałożeniu za pomocą chustki i odpowiedniego unieruchomienia nią ramienia, rodzaju prowizorycznego opatrunku, który ulżył nieco cierpiącemu ciężarowi Grahama. Młoda dziewczyna powstrzymała jęki, leżąc spokojnie i cierpliwie w jego ramionach.
— Jest bardzo lekka — rzekł — jak dziecko! Czy to dziecko? — zapytał mnie szeptem. Mogłaby pani określić jej wiek, Lucy?
— Nie jestem już dzieckiem. Mam siedemnaście lat — odparła pacjentka spokojnie, ale z godnością. I wnet dodała:
— Niech pan poprosi ojczulka, żeby przyszedł; jestem niespokojna o niego.
Powóz podjechał; ojciec młodej pacjentki uwolnił Grahama od jego ciężaru, przy przenoszeniu jej wszakże z jednych ramion w drugie urażone zostało cierpiące ramię. Jęknęła boleśnie.
— Kochanie moje! — szepnął ojciec czule, po czym zwrócił się do Grahama: — Powiedział pan, że pan jest lekarzem?
— Tak. Pozwoli pan, że przedstawię się: doktór Bretton z La Terrasse.
— Jak to dobrze! Będzie pan łaskaw wsiąść z nami do powozu?
— Mam tutaj mój własny wehikuł, odszukam go i pojadę w ślad za państwem.
— Proszę, bądź pan łaskaw. Hotel Crécy, przy Rue Crécy — wymienił swój adres.
Pojechaliśmy za nimi tak szybko, jak tylko mogliśmy nadążyć. Graham milczał podczas jazdy. Całe to wydarzenie wydawało się raczej przygodą romantyczną.
Straciliśmy trochę czasu przy odszukaniu własnego powozu i dlatego, pomimo możliwego popędzania koni, zajechaliśmy przed hotel Crécy w jakie dziesięć minut mo-