Strona:PL Bronte - Villette.djvu/181

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    nych. Nie myślałam jednak o tym kontraście; instynkt zabawy i wesołości nie leżał w mojej nautrze; nie byłam nigdy na balu, ani na operze, mimo też częstego słyszenia o nich, a nawet chęci oglądania ich, nie było to z mojej strony pragnieniem brania bezpośredniego udziału w podobnych rozrywkach. Czułam, że nie nadaję się do błyszczenia na świetnych zebraniach, nie dążyłam też bynajmniej do zakosztowania ich, ale jedynie do naocznego przekonania się jak one wyglądają w rzeczywistości.
    Księżyc świecił jasno. Nie była to wprawdzie jego pełnia, sierp tylko, widzialny poprzez gałęzie. On i jaśniejące dokoła niego gwiazdy nie były dla mnie zjawiskiem obcym pośród rzeczy i istot dalekich mi i obcych. Znałam je od dzieciństwa. Widziałam złocisty ten znak, płynący po ciemnym błękicie ponad kępą starych cierni, które rosły pośród tak dobrze znanego pola w kochanej mojej Anglii za dawnych i dawno minionych dni, zupełnie tak samo jak płynął teraz ponad jedną z dumnych, strzelających w niebo wieżyc tej okolicy na kontynencie.
    O, moje dziecięctwo! Nie byłam wyzbyta gorących uczuć. Przy całej mojej bierności i małomówności, przy całym pozornym moim chłodzie, na myśl o dniach minionych czułam, że w piersi mojej bije serce, zdolne do głębokiego odczuwania. W stosunku do teraźniejszości lepiej było zachować surowy stoicyzm, zaś do przyszłości — przyszłości takiej jak moja — nieczułość i martwotę głazu. Odrętwienie to skutecznie powściągało właściwą mojej naturze żywość uczuć.
    Pamiętam, że w owym czasie lęk we mnie budziły pewne zjawiska, które mogłyby mnie podniecać: poszczególne stany pogody, na przykład, budzące we mnie uczucia, które stale usiłowałam zagłuszać i zrywające mi z ust okrzyk pożądania, któremu nie mogłam uczynić zadość. Pewnej nocy rozsrożyła się burza gradowa. Huragan wstrząsał nami w naszych łóżkach; ogarnięte paniką dziewczęta katolickie poklękły na posłaniach, modląc się do swoich świętych. I mnie także chwyciła burza w szpony swoje, tyrańsko roztaczając nade mną władczą swoją

    171