Strona:PL Bronte - Villette.djvu/180

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    ton, kubłowi wody i szczotce do szorowania, doprowadziłam do stanu używalności. Madame, zaskoczywszy mnie przy tej pracy, uśmiechnęła się, jak gdyby z uznaniem. Czy uśmiech ten i to uznanie były szczere, trudno mi osądzić, wydawały się jednak szczere.
    Voyez-vous — zawołała — comme elle est propre cette demoiselle Lucie? Vous aimez donc cette allée Miss?[1]
    — Tak — odparłam — taka jest cicha i cienista.
    C‘est juste[2] — rzekła tonem dobrotliwym, uprzejmie zachęciwszy mnie, abym korzystała z tego ukrycia ile tylko zechcę. Zaznaczyła przy tym, niby mimochodem, że nie ciąży przecież na mnie obowiązek surveillance, nie mam więc potrzeby zabierania tam z sobą uczennic; nie miałaby jednak nic przeciwko temu, abym pozwalała jej własnym dzieciom odbywać tu z nią godziny angielskiej konwersacji.

    Otóż owego wieczora, o którym mowa, siedziałam na ukrytej przed okiem wszystkich ławeczce, oczyszczonej przeze mnie z mchu i pleśni, i wsłuchiwałam się w to, co wydawało mi się dalekimi odgłosami miasta. W rzeczywistości nie były one tak dalekie: szkoła nasza położona była w samym centrum Villette, tym samym więc od parku miejskiego oddzielało nas nie więcej niż pięć minut drogi, a zaledwie dziewięć od pałacowo wspaniałych gmachów stołecznych. Tuż w pobliżu ciągnęły się jarząco oświetlone ulice, tętniące w tej chwili życiem: toczyły się po nich szeregi świetnych pojazdów, uwożących strojną publiczność do teatrów, na koncerty, na bale. Ta sama godzina, która nakazywała gaszenie świateł w naszym klasztorze, gdzie opadały zasłony dokoła wszystkich łóżek i otulała gmach cały skrzydłami swoimi niezmącona cisza nocy, wydzwaniała w rozbawionym mieście hasło do wszelkiego rodzaju rozrywek odświęt-

    1. Patrzcie, jaka to czyściocha z tej miss Lucy. Lubi pan zatem tę aleję, miss?
    2. Słusznie!
    170