Strona:PL Bronisława Ostrowska - Opale.djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


takie jak źrenice namiętnej kobiety,
takie jak lampka na ołtarzu.

Były tam tęczowe tulipany,
i rezedy zielonej poświaty miesiąca,
i płomieniste ljany
bez końca,
by jakiś polip krwawy
wysysający blaski z kwiatowych kielichów:
i białe lilie mistyczne,
i palmy
wybujałe wysoko, ascetyczne,
niby klasztorne rozełkane psalmy
wybladłych mnichów.
Były tam jakieś pozłociste kłosy,
i trawy
pełzające jak żywe rude włosy...

a nad tem wszystkiem wisiały mgły
niby potworne wieko wszechmogiły
duszące mgły...
rozwłoczyły się po całej polanie,
i zwolna, nieubłaganie
ćmiły kwiatowe blaski, ćmiły, ćmiły...

i chociaż kwiaty miały światła łagodne jak łzy,
i płomieniste jak szały, —