Strona:PL Bronisława Ostrowska - Opale.djvu/020

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


II.


Kędyś w zaświatach jest żywa krynica,
Z której promienie lazurowe biją,
A taka cichość jej głębie przesyca,
Że jak łabędzie z wyciągniętą szyją
Pijące z fali odbicie księżyca,
Duchy z niej blaski zaświatowe piją
I spoglądają jasnemi oczyma,
Że głąb kryniczna obrazy ich trzyma...

Czasem się fala we mgłach zakolebie,
Łącząc na głębi dwóch duchów odbicie,
Że one wzajem wcałują się w siebie,
Że się roztopią w ogromnym zachwycie
I jak dwie gwiazdy, lecące po niebie,
Świetlaną smugą przepłyną w błękicie,
Niosąc na ziemię, jak sen nieuchwytny,
Wspomnienie onej krynicy błękitnej.

Ziemia je żarem otacza i mrokiem,
A one jeno uściskiem się splotą
I urzeczone tajemnym urokiem
Pną się w lazury zaziemską tęsknotą,
Śniąc, że znów staną nad owym potokiem,
Jak ptaki, łuną przepalone złotą,