Strona:PL Bronisława Ostrowska - Opale.djvu/019

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ona kieruje obłędnemi stady,
Wiodąc je kędyś na darń aksamitną,
Gdzie jak anielskich łez srebrzyste ślady
Gwiezdne narcyzy promieniście kwitną,
Kędy się leją komet światłospady
I przelśniewają dalekość błękitną,
I gdzie się kładą chmur śniegowe piany
Na szafirowych głębin oceany...

Przez one głębie mknęły złote łodzie,
Co miały jasne promienie za wiosła,
Na lazurowe płynęły powodzie,
Jak kwiaty, które wodna toń podniosła,
A w bezustannym, milczącym pochodzie
Świetna ich rzesza w nieskończoność rosła,
Gnana przez mglistych szafirów przestrzenie
W ogromną jasność Bożą i milczenie.

Obok przez mlecznych gościńców krynice,
Niby łabędzie, co wielką gromadą,
Płynąc przez wirów obłędne ciemnice,
Czarne swe skrzydła na bujny wiatr kładą,
Płynęły łodzie we mgle żałobnice...
A za łodziami jak mew białych stado
Stado słów moich zbłąkane w bezdrożu
I mrące w locie na bezkresnem morzu.