Strona:PL Bronisława Ostrowska - Opale.djvu/018

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tak się modliłam wierząca jak dziecię,
Że ona zejdzie aniołem w noc ciemną,
Że jasną szatą ciemności rozmiecie
I że mi powie jak dziecku: Pójdź ze mną!
Aż przyszła. Jaśniej się stało na świecie,
Kiedy mi rzekła swą mową tajemną:
Pójdź! Potem tuląc mię całą do siebie,
Promienną dłonią powiodła po niebie.

Więc poszłam za nią w bezbrzeżne zaświaty
Jak ten, co wraca w zapomniane kraje,
I patrząc z dziwem na sady i chaty,
Swój dom rodzinny jak przez sen poznaje.
Patrzałam cicha na gwiazd złote kwiaty,
Gnące kielichy nad mleczne ruczaje,
I śniłam w sobie, że dziwna baśń złota
Wiedzie mię kędyś do zdroju żywota.

A gdy już wszystkie dole i niedole
Znikły mi z oczu w błękitnym bezczasie,
Tu zobaczyłem niezmierzone pole
W przedziwnych kwiatów tęczobarwnej krasie,
Gdzie zwiewna cisza w wianku gwiazd na czole
Jakoweś stada białorune pasie,
A one chodzą milczące i zbożne,
Przed swą pasterką chyląc głowy trwożne.