Strona:PL Bolesław Prus - To i owo.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przesilenie jest tylko dużą chmurą, z której ani jedna kropla deszczu na Europę nie spadnie.
REDAKTOR. Hum!... O ile sobie przypominam, mam tylko cztery ruble.
MACHIAWELSKI. Ach, do djabła!... Powiadam, że będzie powszechna wojna, a co po niej nastąpi... niewiadomo!...
REDAKTOR. W tym tonie można zakończyć. Żegnam pana!...
MACHIAWELSKI. Moje uszanowanie! (wychodzi).
MŁODZIENIEC. Pozwól pan się zapytać, co to znaczy?
REDAKTOR. Jakto, co to znaczy? Ten człowiek pisuje ogólne poglądy na politykę, a że obecnie mamy lato i szlachta niechętnie czytuje gazety, musimy więc zaciekawiać ich groźnemi przepowiedniami. Otóż Machiawelski, jako pesymista, najlepiej się do tego nadaje, ale tylko wówczas, kiedy nie ma pieniędzy. Gdybym mu dał żądane 10 rubli, napisałby z pewnością, że Europa jest co najmniej przedsionkiem raju, — no, a takie poglądy nie zgadzają się z interesami pisma! (dzwoni). Poprosić pana Letkiewicza.
MŁODZIENIEC. Któż to jest?
REDAKTOR. Jest to autor, zastanawiający się nad naszem społeczeństwem.
LETKIEWICZ (wchodząc). Moje uszanowanie panu redaktorowi! Jaki cudowny mamy dzień... cała Warszawa spaceruje, mnóstwo pięknych kobiet... Na honor jestem zachwycony!
REDAKTOR. Chwała Bogu! Ale jakże tam stoją interesa miejscowe?
LETKIEWICZ. Jak najlepiej! Rolnictwo, przemysł i handel rozwijają się.
REDAKTOR. Ze szlachtą jednak zawsze kiepsko?
LETKIEWICZ. Ależ, panie! Szlachta już wejrzała w siebie: uczy się, oszczędza, pracuje.
REDAKTOR. A chłopi?