Strona:PL Bolesław Prus - To i owo.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


NA MAJÓWCE.


PANKRACY. Uuf!... aż mi lżej na sercu po tych wszystkich przyjemnościach, — bo to, panie tego, piwo wyborne, mleko kwaśne ditto, panie tego, pieczęta kurczone... bodajcie, panie tego!... chciałem powiedzieć kurczęta pieczone ze sałatką...
PANKRACOWA. Czy i pan Filip także jest kontent z majówki?
FILIP. Ehem!...
PANKRACÓWNA. Pan Filip ciągle zamyślony... Oj! coś w tem być musi...
FILIP. He! he! he!...
WUJASZEK (pocichu). Filipek!... gamoniu jakiś... mosterdziu!... Cóż to, zapomniałeś języka w gębie, a o pannę się starasz?
FILIP. Ehem!... panna Filomena na mnie zawsze taka... taka łaskawa!
WUJASZEK (pocichu). Bodajżeś djabła zjadł!...
PANKRACOWA. Niema to jak osoby starsze!... Mój mąż zawsze facecjonista, choć już szóstego krzyżyka dobiega... a młodzież dzisiejsza to tylko dużo myśli, lecz kobiet zabawić nie potrafi... Mężulku! opowiedz nam co, kochanie...
PANKRACY. No! jeżeli koniecznie chcecie się brać za boki, to posłuchajcie... Pamiętam, kiedym jeszcze był sekwestratorem, jakoś w dziesiątym roku naszego pożycia.... A... fu!...
PANKRACÓWNA. Co tatkowi?...
PANKRACY. Eh nic!... Odejdę tylko na momencik, a jak wrócę, to wam dokończę historyjki... pękniecie ze śmiechu!... (odchodzi).
WUJASZEK (pocichu). Filipuś!... odezwijże się do panny, tylko rozsądnie!
FILIP. Panno Filomeno!...