Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 03.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ależ oni już chcieli się godzić! — przerwała sobie pani.
Szalony upór chłopów zmusił mnie do sprzedania majątku, ciotki w domu nie zastałem, a na listy moje odpowiedzi nie odbieram. Ma ona wrócić wkrótce, a w takim razie ty udaj się do niej; pewno więcej zrobisz, aniżeli ja.
O pogorzeli reszty mienia naszego nie wspominam nawet. Widzisz, jakie to szczęście, że klejnotów twoich w domu nie było! Pomyśleć nawet nie mogę, że już nie zobaczę mego gabinetu, a kiedy wyobrażam sobie wasze przykrości i obawy, formalnie tracę rozum.
Ja bawię u poczciwego Klemensa, ciałem tylko, bo duch mój jest z wami. Piękne salony jego zobojętniały mi, obiadów, które pamiętasz — nie jadam. Powiem ci otwarcie, że wprost lękam się o moje zdrowie.
Zającowi polecam, ażeby wszystkie zapasy, jakie są...
— O jakich on zapasach mówi? — przerwała sobie pani powtórnie.
„sprzedał natychmiast, a pieniądze tobie, droga Meciu, doręczył. Ja już nie chcę stamtąd ani grosza, byleście wy mieli dość. Proszę bardzo nie żałować sobie niczego i nie wdawać się w żadne oszczędności. Zdrowie przedewszystkiem.
Żyjemy w czasach nadzwyczajnie krytycznych. Nie znam człowieka, któryby nie miał zgryzoty. Czy uwierzysz, że pani Gabrjela zerwała z poczciwym Władkiem!... Gdy pomyślisz, że ja się i tem martwię, będziesz miała słaby obraz moich cierpień. Ale trudno, mam już taką naturę.
Klemens kazał ci ucałować rączki. Szlachetny ten chłopak od dwu godzin nie ma humoru z tego powodu, że nie może posłać ci do skosztowania poziomek, które sam wychodował...