Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 03.djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Cha! cha! — zaśmiała się tragicznie. — W oczach ludzi pańskiej sfery guwernantka mało co więcej znaczy niż młodsza. Wy na wszystkie patrzycie...
Pan Jan zakipiał z gniewu.
— Za pozwoleniem! — rzekł. — Mówię, że Zofja była młodszą, to jest młodą i — ładną, z panią zaś nie miałem bynajmniej zamiaru konferować ani o młodości, ani o piękności, lecz — o mojej córce.
Panna Walentyna chwyciła się obu rękoma za głowę i zachwiała, jak pijana. Po chwili, rzuciwszy na dziedzica spojrzenie ranionej jaszczurki, syknęła:
— Proszę o konie!... Wyjeżdżam natychmiast z tego domu...
— A jedźże sobie pani na koniec świata!... — krzyknął pan Jan, którego jedną z ostatnich nadziei obalono w tak szczególnie śmieszny sposób.
Bywają chwile, w których szkodzi człowiekowi nawet opinja zdobywcy serc.
Panna Walentyna biegła przez ogród tak szybko, że o jeden z krzaków rozdarła sobie falbankę u sukni. Wpadła do swego pokoju na górę i oparłszy twarz na rękach, zaniosła się od płaczu.
Położenie jej było fatalne. Miała ona wprawdzie zamiar zwyciężyć napastnika, ocalić swój honor, ale w sposób szlachetny. Odsłoniwszy przed uwodzicielem nieuczciwość jego postępku, wskazawszy mu przepaść, w jaką chciał ją zepchnąć, dowiódłszy mu, że jest kobietą, którą zasady utrzymały na drodze obowiązku, miała zamiar ostatecznie — przebaczyć mu.
— Pańską kochanką nie zostanę nigdy! — chciała powiedzieć wkońcu — ale mogę być przyjaciółką i siostrą.
Po tym frazesie, który powinien był przyjąć z pokorą i wstydem, zostałaby w jego domu, jeszcze gorliwiej zajęłaby się Anielką, a nawet chorą jego żoną, przychodami, wydatkami, śpiżarnią i kuchnią. Naturalnie dopóty, dopóki stęs-