Strona:PL Bolesław Prus - Opowiadania wieczorne.djvu/064

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Już wrócił, będzie z tydzień.
— Wrócił?
— I pan dla niego na placu Hoffa będzie pałac stawiał.
— Ba! — odpowiedziała kobieta — chłopak wart pałacu, bo i poczciwy, i rozumny, i przystojny. Żeby mu choć na dobre wyszedł!
— Stary go bardzo kocha; on dla niego wszystkie pieniądze zbiera, choć nie mówi, jakim sposobem.
— Co tam pieniądze! onby się dał za niego na kawałki porąbać.
Nie dokończyła, w tej chwili bowiem uchyliły się drzwi drugiego pokoju, i wyszedł z nich Hoff. Włosy jego były w nieładzie, wzrok osłupiały i nieprzytomny.
Szybko minął pokój, gniotąc czapkę w ręku. Obecni patrzyli na niego z przerażeniem, jak na widmo, potem przysłuchiwali się odgłosowi jego kroków na schodach, i wreszcie, popchnięci jednem uczuciem, pobiegli do okna, aby jeszcze raz za odchodzącym spojrzeć.
— Idzie bez czapki! — szepnęła Maciejowa.
— Czy jest tam Judka? — odezwał się suchy głos z drugiego pokoju.
Żyd drgnął i odpowiedział:
— Jestem, panie!
Poczem, złamany we dwoje, przestąpił próg, aby stanąć przed obliczem człowieka, który od chwili opowiadania Maciejowej stał się dla niego potężniejszym i straszliwszym, niż dotychczas.


ROZDZIAŁ VII
PAJĄK I MUCHA.


W pokoju, do którego wszedł Judka, oprócz kilku mocno zbudowanych szaf, małego stolika i kilku krzeseł, nie było