Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/226

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    wiedzieć: kto jest ta druga osoba, co do której zrobił pan zastrzeżenie?
    Kajetanowicz uśmiechał się złośliwie i świdrował doktora wzrokiem.
    — Pan doktór myśli — cedził — że ja podczas obiadu to już nic nie widzę oprócz kurczęcia na talerzu. A ja tymczasem spostrzegłem, że panna, panna... słowem, że nauczycielka panny Zofji Turzyńskiej to osoba bardzo dystyngowana...
    — Więc to jest owa druga? — spytał doktór stłumionym głosem i machinalnie podniósł się z fotelu.
    Hrabia wciąż się śmiał i wskazującym palcem zaczął grozić doktorowi przed oczyma:
    — Ni... ni!... — mówił — ja moim przyjaciołom nie mam zwyczaju wchodzić w drogę. Nauczycielka panny Zofji... Jakże to ona się nazywa?
    — Panna Sobolewska.
    — A właśnie!... Otóż panna Sobolewska to dla mnie świętość. Ową zaś drugą — chyba nie potrzebuję prosić doktora o dyskrecję?...
    — Ja myślę.
    — Ową drugą — mówił hrabia zniżonym głosem — jest piękna bruneteczka, kandydatka na śpiewaczkę...
    — Aha, panna Klęska? Symboliczne nazwisko! — szepnął doktór.
    — Ona ma taki ładny głos i tyle artystycznego zacięcia, że gdyby zażądała, natychmiast dałbym jej stypendjum na wyjazd zagranicę, do Lampertiego. Z tej dzikiej różyczki może wyrosnąć nasza sława.
    Doktór odetchnął; skupione rysy wypogodziły się.
    — Kosztowna to różyczka! — mruknął. — Dziesiątki tysięcy rubli...
    — A mój doktorze — wybuchnął hrabia — któżby myślał o kosztach, gdy chodzi o przysporzenie narodowi genjuszów!