Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zamiast rysować serce, postanowił napisać wyraz: Zosia. Wnet jednak zauważył, że może kto wypadkiem zabłądzić tutaj i przeczytać, co zapewne skompromitowałoby panienkę; ale ponieważ musiał koniecznie coś zrobić, więc ostrożnie, drobnem pismem greckiem, napisał: Sofia.
Lecz gdy zobaczył ten wyraz, przeraził się, ażeby nie odkryto jego uczuć. Więc tym samym scyzorykiem i prawie w tej samej chwili wyciął kawałek kory, ozdobionej drogiem imieniem, pogryzł go i — połknął!... Był tak zirytowany, jakgdyby popełnił zbrodnię.
Gdy po parogodzinnem wałęsaniu się opuszczał park i przechodził obok lewej oficyny, usłyszał pukanie w lufcik parterowego okna, w którem siedział Łoski i Radcewicz.
Trawiński wszedł niezbyt chętnie i zobaczył na stoliku, przykrytym serwetką, bardzo omszałą, pękatą butelkę, tudzież dwa malutkie kieliszki. Radcewicz przywitał go serdecznie i zajął się poszukiwaniem trzeciego kieliszka.
— Siadaj, kawalerze — mówił stary — skosztujesz miodu, którego zaledwie kilka butelek zostało po naszym praojcu, Noem. A nieboszczyk znał się na trunkach! Więc kończę, panie Łoski — prawił dalej. — Że ona lubi młodych chłopców, nie mam jej tego za złe; sam przecież wolałbym młode dziewczęta, aniżeli stare baby. Że podskubała Wodnickiego i Komorowską, to już znacznie gorzej, ale nie zrobiła tego i nie zrobiłaby tego — dla siebie. Tylko jej się zdaje, że dla uratowania Turzyńskich niema złej metody, niema grzechu.
Masz, kochany kawalerze, i skosztuj trunku, jakiego drugi raz możesz nie spotkać w życiu — zwrócił się Radcewicz do Józefa, stawiając przed nim malutki kieliszek i nalewając z pękatej butelki ciemno-wiśniowego płynu. — Żyj długo i szczęśliwie! — dodał, trącając się z nim.
— Za pańskie zdrowie! — odpowiedział Józef.
— Wracam tedy do pani D. — ciągnął Radcewicz, spoglądając na Łoskiego. — Wszystko jest w porządku: i ten piękny