Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/070

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— I o wskazówki — dorzuciła panienka.
— Zawsze jestem na usługi pani i zawsze będę powtarzała: strzeżcie się kur hiszpańskich i francuskich, bo one nie nadają się do naszego klimatu, a hodujcie Orpingtony, których wartość ja sama wypróbowałam. No i czysto utrzymujcie kurniki — prawiła pani Wodnicka.
— Zanim panie skończą o interesach, my przejdźmy się... Panie pozwolą? — rzekł Łoski, biorąc pod rękę Józefa.
Panna Krystyna uśmiechnęła się do Trawińskiego, Zosia lekko skinęła głową. W Trawińskim znowu gniew zakipiał, niewiadomo dlaczego. Chłopak musiał jednak przyznać, że w tej młodej dziewczynce już rozwija się wielka dama.
— Antosiu, odprowadź konie do stajni, a sam przyjdź do kuchni — rzekła pani Wodnicka. — Mam nadzieję, że pani zechce przyjąć skromny podwieczorek — zwróciła się do Zosi.
— Z największą chęcią, jeżeli panna Krystyna pozwoli — odpowiedziała Zosia.
„Zdaje się, że kochana ciocia dostała lekcję przyzwoitości!“ — pomyślał Józef. I jego gniew na rodzinę Turzyńskich spotężniał.
Obchodząc wkoło dziedziniec, Łoski mówił ze śmiechem:
— W tej chwili na ganku rozegrał się poważny dramat. W naszym dworze ptactwo ginie albo choruje, tak że niema go już nawet na potrzeby codzienne. Twoja ciotka jest sławną hodowczynią drobiu, ale niecierpi naszej pani Komorowskiej. Ażeby więc dostać od was pewną liczbę sztuk potrzebnych nam, sama panna Zofja zdecydowała się prosić panią Wodnicką, no i, zdaje się, dopięła celu... Cóż porabiasz?... o czem myślisz?... miałeś list od matki?...
— O czem myślę? — odparł Józef. — Zaraz panu powiem. Myślę, że najlepiej byłoby nie procesować się z tym Nieznanym, ale wejść w układy i wziąć pieniądze, gdyby je oddał.
— Można i tak! Radzę jednak ostrożność, dopóki nie wyjaśni się charakter pana Nieznanego.