Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/024

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


II.

Idąc drogą, która bez żadnej wątpliwości prowadziła do jakiegoś bawiącego się towarzystwa, Trawiński odczuł w sobie nadzwyczajną przemianę. Zmęczenie znikło, trwoga... Alboż on się trwożył?... Bezładna bieganina po lesie... Alboż on w rzeczy samej tak biegał?... wreszcie poco?... z jakiego powodu?... Tamte obawy, niepewności, nawet rozpacze wydały mu się przywidzeniami, wobec uczuć, jakich doznawał teraz. Kto to się bawi? Oczywiście jakieś młode towarzystwo, ponieważ słychać przeważnie tenory i wysokie soprany. Jeżeli to wujostwo i ich sąsiedzi, bardzo dobrze; lecz jeżeli ktoś zupełnie obcy, w takim razie, co czynić? Czy przedstawić się i prosić o wskazanie drogi do domu, czy iść dalej, aż do najbliższej wsi lub chaty?
Wtem... Józef osłupiał ze zdziwienia: ku niemu pędził Neruś w towarzystwie czarnego pudla. Oczywiście Neruś znalazł swoich państwa i połączył się z nimi, a w takim razie już wszystko stało się jak najlepiej. Chłopak doznał niezapomnianych, nigdy nie przeczuwanych, wrażeń w lesie; teraz dostanie podwieczorek, który bardzo mu się przyda po wzruszeniach, i — wróci końmi do domu, co także nie budziło w nim wstrętu.
Tak rozmyślając, Trawiński dosięgnął rozległej polany, otoczonej sosnami i drzewami liściastemi. Na krańcu widać było chatę, ogródek i kilka małych budynków gospodarskich; na środku polany stała grupa lip starych, dziwacznie